Wczoraj miałam wziąć się ostro do pracy...
No i cóż, pojechałam wybierać zasłonki..
Wróciłam z dwoma leżakami, poduszkami, nawozem do trawy, kwiatkiem doniczkowym i coś, co nazywa się... WERTYKULATOR (cały wieczór uczyłam się tej nazwy.. ).
Zasłonek odpowiednich nie znalazłam więc będę się mordować dalej.
Do biurka nawet nie zasiadłam.
Ale dzisiaj wbiegłam do pracowni i znalazłam karteczkę,
którą zrobiłam przed urlopem, a której nie pokazałam.
Niezbyt skomplikowana, różowa, kwiecista, z embossingiem na gorąco (uwielbiam!) :)
A tu mój embossing ukochany...
Po tych morderczych zakupach - przy 36 moje nogi w obcasach odmawiały już posłuszeństwa- niebo zmalowało mi taką niespodziankę..
Anielskie skrzydło nad miastem. KTOŚ ewidentnie nad Nami czuwa... :)
Dziś chłodniej. Dziesięć stopni mniej. Do pracy przyszłam w klapeczkach. To drugi raz w życiu.
Ale w związku z sezonem nadal urlopowym i brakiem większości załogi,
postanowiłam się mniej przejmować.
Tylko trochę rzadziej wychodzę zza biurka, a obcasy dzielnie czekają obok na jakiś nagły wypadek :)
Życzę Wam spokojnego wtorku. Odetchnijcie trochę :)














